Autor: Jakub Mroczkowski 10 maja 2017

Wydaje się, że tegoroczna majówka to wystarczający czas, by naładować akumulatory. Jednak w praktyce często okazuje się, że tak naprawdę nie wracamy do pracy wypoczęci, pełni nowej energii i zapału do nowych wyzwań. Dlaczego? Przedstawię najczęstsze powody, które obserwuję, a potem postaram się w oparciu o kaizen podpowiedzieć, co można z tym zrobić.

Trzy historie

Wycieczka. Zaczyna się niewinnie. Zwiedzamy nowe miejsca, podziwiamy piękne widoki. „Ale zaraz, nie możemy przecież nie wejść na tę wieżę widokową!” „Szybciej! Do zamknięcia muzeum tylko pół godziny! Zmarnujesz mi cały urlop, jak nie zdążymy.” Jak często to słyszymy. Jeszcze tylko pośpieszny obiad, oczywiście w lokalu z kuchnią regionalną i musimy ruszać, bo wieczorem idziemy oglądać spadające gwiazdy, zaś nad ranem musimy powitać wschód Słońca. Planujemy tak dużo zadań i punktów obowiązkowych, że ledwo zdążymy gdzieś dotrzeć i już trzeba jechać w następne miejsce. Przy okazji co chwilę pokrzykujemy na żonę/męża, dzieci i psa tak, że w połowie wyprawy wszyscy uczestnicy mają jej serdecznie dosyć. Nadmiar zadań, przeładowany plan podróży zabijają cały urok wyjazdu.

Zdarza się także, że podczas wypoczynku chcemy nadrobić zaległości w domu. Wprawdzie udaje nam się naprawić cieknący kran czy wymienić przepalone żarówki, ale ze zrobieniem remontu, czy zaadaptowaniem przestrzeni tarasu jest już znacznie gorzej. Z werwą ruszamy do marketu budowlanego. Już, już widzimy się w wygodnej kanapie, gdy popijamy kawę i kontemplujemy nasze dzieło. Ale wtedy zderzamy się ze ścianą rzeczywistości. Najczęściej nasze prace przeciągają się dwukrotnie, masę czasu marnujemy na ponowne wizyty w sklepie, gdyż nie mogliśmy wszystkiego przewidzieć, co chwilę okazuje się coś nowego. Po nocach siedzimy na forach i czytamy porady ekspertów. Przeszacowaliśmy.

Ostatnio mój znajomy opowiadał mi, o tym jak chciał nadrobić zaległości towarzyskie. Zaplanował sielską, rodzinną wyprawę do zoo, zaprosił dwie znajome rodziny z dziećmi. Mieli pogadać o różnych tematach. Ostatecznie zamienił zaledwie po kilka słów z każdym. Większość czasu spędził biegając za dzieckiem, które miało inne priorytety. Jak zresztą dzieci każdej z rodzin. Fakt, poruszał się na świeżym powietrzu, co przy jego siedzącym trybie życia, było pewną korzyścią, jednak czy osiągnął cel?  Niekoniecznie. Nie nadrobił zaległości towarzyskich z żadnym ze znajomych, mimo, że teoretycznie, wszystko było zaplanowane prawidłowo.

Trzy proste zasady kaizen na urlop (i po)

To proste codzienne historie. Może nie każdy się z nimi utożsamia, jednak czy nie zdarzyło się Wam, że urlop się skończył, a macie poczucie  nie w pełni wykorzystanego czasu. Czy nie pozostaje Wam pewien niedosyt? W takich sytuacjach często sięgam po kilka prostych zasad kaizen, które pozwalają mi łapać właściwe proporcje.

  1. Znajdź to, co jest naprawdę wartościowe. Czyli mówiąc językiem lean, zastanów się co jest wartością dodaną z punktu widzenia klienta. Musisz najpierw zdefiniować, kto jest „klientem” urlopu: Ty, Twój współmałżonek, przyjaciel, dzieci. Wtedy określisz jaki jest Twój prawdziwy cel.
  2. Nie bądź perfekcjonistą. Nawet zrealizowanie celu w 50% jest wartością. Czasami lepiej zrobić mniej i mieć czas by spokojnie zjeść kolację 🙂 . Napisz na kartce, co chcesz zrobić. Już samo pisanie może wzbudzić refleksję, czy na pewno to wszystko się zmieści w ograniczonym czasie. Potem, tak czy inaczej, wykreśl połowę.
  3. Nie poddawaj się bezrefleksyjnie swoim nawykom. To, że zawsze robiłeś coś w określony sposób, nie znaczy, że właśnie dziś powinieneś to zrobić tak samo 🙂 . Jak mawiał Albert Einstein, szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów.

 

Dodaj komentarz:

Jakub Mroczkowski |

Dzięki Paweł! Bardzo celnie to ująłeś. Szczególnie zgadzam się z ostatnim zdaniem, że: Ciężko ekscytować się po kilku miesiącach i czerpać energię z „ale wysprzątałem garaż w sierpniu!” 😉

Paweł |

Idealny wpis gdyż zrobiło się bardzo ciepło i myśli zaczynają krążyć wokół tematów urlopowych.
Jak piszesz: urlop to nie czas na nadrabianie zaległości. Chyba, że relaksujesz się myjąc okna albo sprzątając w piwnicy 🙂
Urlop to nie projekt. Nie zachowuj się jakbyś był w pracy. Nie planuj. Nie odhaczaj „tasków”. Zrób coś na co na co dzień nie masz czasu albo siły. Zrób coś co będziesz potem wspominał. Ciężko ekscytować się po kilku miesiącach i czerpać energię z „ale wysprzątałem garaż w sierpniu!” 🙂