Autor: Pawel Wojciechowski 19 maja 2017

Jakie elementy składają się na dobre cele? Czy wystarczy zastosować zasadę SMART? W jaki sposób zbudować w sobie właściwą motywację? Jak kaizen pomaga w realizacji celów? Odpowiedzi na te pytania i masę praktycznych wskazówek, znajdziecie w dzisiejszym tekście.

Cel. Nie mylić z marzeniem!

Cel musi mieć datę realizacji. To na szczęście wie już prawie każdy. Gdy czegoś pragniemy ale nie określimy kiedy to pragnienie chcemy wcielić w życie to będziemy mieli do czynienia z marzeniem. Fajnie jest mieć marzenia. Ale najczęściej marzenia są właśnie po to aby je mieć. I tyle.

Prawie zawsze mówiąc o definiowaniu celów przywołuje się zasadę SMART czyli zasadę, zgodnie z którą cel powinien spełniać poniższe kryteria.

 

Specific, Measurable, Achievable, Realistic, Timely.

Cele SMART według Kaizendo

 

O ile zgadzam się, że cele powinno się tak właśnie definiować to uważam, że jest to dopiero krok numer dwa. Jaki powinien być krok pierwszy? Cel powinien przede wszystkim wynikać z naszych priorytetów. Powinien realizować jakąś naszą potrzebę. Można zdefiniować „smartny” cel i nawet go zrealizować. Tylko po co? Realizacja celów dla samej realizacji? Po to tylko,aby odhaczyć kolejny sukces na naszej „check-liście”. Szkoda czasu i energii.

Stawiajmy sobie cele. Ale niech te cele wynikają z naszych potrzeb, z naszych planów, naszej wizji (tutaj kilka wskazówek, jak dobrze zrobić wizję) . Chcecie na emeryturze mieszkać na Wyspach Kanaryjskich? Zatem nauczenie się języka hiszpańskiego w ciągu następnych x lat jest dobrym celem. Myślicie o niezależności finansowej przed 67 rokiem życia? Zakup pierwszej nieruchomości na wynajem to znakomity cel. Itd. itp.

Ale wyobraźcie sobie taki dialog:

A: „Przebiegnę maraton.”

B: „Dlaczego?”

A: „Bo kolega z pracy kiedyś przebiegł. Fajnie tak przebiec maraton”.

Założymy się, że nie przebiegnie? Nie ma żadnej prawdziwej motywacji aby to zrobić. Nawet jeżeli zamiast „przebiegnę maraton” powie „do 31.12.2017 przebiegnę maraton w czasie poniżej 5 godzin” to nic nie zmieni. Po miesiącu (po 2 jak jest twardy) zrezygnuje.

Swoją drogą osobiście uważam, że dlatego tak wiele diet kończy się fiaskiem. Mamy deklarację w stylu „od poniedziałku idę na dietę”. Czasami mamy cel bardziej SMART: „od poniedziałku idę na dietę bo do wakacji muszę stracić x kilogramów / wbić się w stary kostium”* (niepotrzebne skreślić). Brakuje warstwy motywacyjnej. Powiecie, że nie brakuje? No przecież chce schudnąć, ma motywację. A ja twierdzę, że to za mało. Za chwilę przyjdzie zderzyć to postanowienie z przeciwnościami losu. A los kusi. Zrobiło się ciepło więc może lody?

Śpieszę się więc może fast food w biegu? … Głodny jestem teraz a wakacje dopiero za x miesięcy. Brakuje tego czegoś co nas powstrzyma i sprawi, że cel zrealizujemy. Co może być tym czymś? Dla każdego to będzie coś innego. Jak biegłem mój pierwszy (brzmi lepiej niż pierwszy i jedyny 🙂 ) półmaraton to coś około 15 razy miałem ochotę zejść z trasy. Dlaczego nie zszedłem? Gdyż nie realizowałem celu „przebiegnę półmaraton”. Ja miałem w głowie „przebiegnę półmaraton gdyż obiecałem to mojemu synowi. Dziecko siedzi w domu i czeka na tatę, który mu obiecał, że wróci z medalem”. No i weź teraz zejdź z trasy cwaniaku 🙂 . Przebiegłem.

Czy cel trzeba zapisać czy wystarczy, że mamy go w głowie?

Zdecydowanie zapisać. Sam stosuję aplikację, w której trzymam cele pogrupowane w kategoriach takich jak „Rodzina”, „Finanse”, Rozwój osobisty” … ale przepisuję je tam dopiero po stworzeniu wersji finalnej na kartce. Jest coś magicznego w przelewaniu myśli na papier. Póki są w głowie to są niedookreślone. Trzymamy w głowie kilka wariantów. Jeszcze tak do końca nie zdecydowaliśmy czy tę naszą wolność finansową chcemy osiągnąć do 45 roku życia czy do 50 też będzie ok. Zapisując na kartce (nie w edytorze tekstu tylko na kartce, dla młodszych czytelników: kartka to taka analogowa wersja Worda 🙂 ) musimy zdecydować. Musimy zapisać finalną wersję. A jak postanowimy to wtedy zaczynają się dziać cuda.

Wersja dla niewierzących: naukowcy potwierdzają, że jak czegoś bardzo chcemy. Jak o tym często myślimy to fizycznie zmienia się struktura naszego mózgu. Powstają nowe połączenia neuronów. Myślicie o kupnie nowego samochodu konkretnej marki i nagle każdy mijany samochód to właśnie ten wymarzony? Cud? Nie. Mózg pracuje nad zleconym zadaniem.

Potrzeba ->  Motywacja -> Definicja zgodnie z zasadą SMART … co dalej?

Kaizen. Oczywiście, że kaizen. Realizacja krok po kroku. Codziennie odrobinę lepiej, odrobinę bliżej mety.

  • Zdefiniuj pierwszy krok i zaplanuj go na dzisiaj. Nie możesz na dzisiaj. To na jutro. Nie na następny poniedziałek (chyba, że planujesz w niedzielę 🙂 ).
  • Wyeliminuj wszystko, co nie ma związku z realizacją celu.
  • Zastosuj zasadę Pareto (80/20). Skup się na tych 20%, które przyniosą 80% efektu. Pomiń pomijalne. Nie staraj się być perfekcjonistą.
  • Zautomatyzuj co możesz.
  • Pamiętaj o zasadzie Parkinsona (nie odkładaj!).
  • Złóż publiczną deklarację (powiedz, tym z opinią których się liczysz, że zaczynasz dietę).
  • Stosuj zasadę małych kroków. Spraw, aby weszło Ci w nawyk. Nie masz dzisiaj czasu nauczyć się 30 nowych hiszpańskich słówek? Naucz się 2. Nie odpuszczaj.
  • Wykonuj cykliczny rachunek sumienia. Wieczorem podsumuj w myślach, co zrobiłeś dla realizacji celu. Nie przejmuj się jeżeli nic. Niech to nie będzie usprawiedliwieniem, aby zrezygnować.
  • Wieczorem zaplanuj / przypomnij sobie kroki na jutro.
  • Rano zacznij od nawet drobnej rzeczy, ale rzeczy z wieczornej listy. Zapytaj sam siebie po hiszpańsku jak się masz? Sam sobie odpowiedz. Szykując śniadanie włącz w tle hiszpańską TV. Nie oglądaj. Stymuluj głowę.

Powyższe punkty wypadałoby rozwinąć. Każdy z nich to materiał na kolejny wpis. I może tak zostawmy. Do usłyszenia wkrótce 🙂 .

 

P.S. Emil pisał jakiś czas temu, o tym, jak wykorzystuje hoshin kanri do planowania osobistych celów. Jeśli ktoś z Was chciałby spojrzeć na planowanie celów z nieco innej strony, tutaj link 🙂 .

Dodaj komentarz: