Autor: Wojciech Suda 14 lutego 2017

Co wspólnego ma najlepiej sprzedający się samochód na świecie, znany angielski pisarz oraz mąż i ojciec. Oprócz sukcesu łączy ich coś jeszcze – to ciągłe doskonalenie w duchu kaizen, które sprawia, że w życiu i biznesie takie pojęcia, jak limit, szklany sufit i ograniczenie, tracą swoją wymowę. Kaizen to filozofia, która sprawdza się zarówno w prowadzeniu firmy, osiąganiu indywidualnych celów zawodowych, jak też rozwoju osobistym. Spójrz na kaizen z trzech punktów widzenia.

Sukces sprzedażowy – biznesowy punkt widzenia

Pod koniec stycznia firma badawcza Focus 2 Move opublikowała wyniki najlepiej sprzedających się samochodów w 2016 roku. Pierwsze miejsce na podium zajęła Toyota Corolla, model, który produkowany jest bez przerwy od 1966 roku. Corollę przez 50 lat istnienia na rynku kupiło 40 mln (wyobraź sobie, że każdy Polak ma Corollę!) użytkowników, co czyni ją najchętniej kupowanym autem w historii motoryzacji. Model przechodził liczne zmiany i dziś niewiele łączy pierwszą generację Corolli z ostatnią.

Jednak z pewnością oprócz nazwy i pięćdziesięcioletniej historii, wszystkie wersje i generacje łączy jeszcze coś. Kultura Toyoty, kultura kaizen, której produktem jest ten samochód. Właśnie tak. Gigantyczny sukces sprzedażowy wynika wprost z kultury organizacji, w której Corolla jest produkowana. I o tym chciałbym Wam trochę opowiedzieć.

Globalny biznes i kultura organizacji

Japonia po II wojnie światowej była pogrążona w głębokim kryzysie. Nie ominął on też Toyoty. Stanęła ona  przed być albo nie być.  Kiichiro Toyoda miał wtedy powiedzieć: „musimy przywrócić firmę z powrotem do życia”. Uczyniono to w oparciu o filozofię kaizen, czyli filozofię kroków w dobrą stronę, bo tyle oznacza to japońskie słowo w dosłownym tłumaczeniu. Toyota potrafiła wykorzystać kryzys. Potraktowała go jako impuls do  rozwoju.  Nie bez przyczyny uznaje ją się za największego popularyzatora lean i kaizen, a jak twierdzi wielu ekspertów, jest jedyną firmą, która tak naprawdę dogłębnie rozumie sedno tych metod.

W tym roku Toyota obchodzi 80 urodziny, co samo w sobie pokazuje siłę firmy, która ma solidne fundamenty. Fujio Cho, Prezes Zarządu Toyoty mówi przy tej okazji, o jej początkach:

Nasza produkcja była w fazie ciągłych prób i błędów. Części wykonane rano stawały się, poprzez zachodzące zmiany konstrukcyjne, bezużyteczne wieczorem. W warunkach takich zmian i tempa , rodziło się podejście just-in-time. Czyli  tworzenia tylko tego, co potrzebne, tylko wtedy, gdy to było potrzebne i tylko w potrzebnej ilości. Od tego momentu, w związku z tym, by tworzyć jakościowe produkty w dobrej cenie, powstał klimat, by codzienny kaizen (ciągłe doskonalenie) zaszczepił się w naszej produkcji. (źródło)

Ciągłe doskonalenie realizowane przez wszystkich, wszędzie i zawsze, doprowadziło niewielką firmę z pogrążonej w kryzysie Japonii na sam szczyt. Jednak, nie jest to tylko domena Toyoty (tu możesz zobaczyć, w jaki sposób wdrożyliśmy tę ideę w praktyce).

Siła nawyku – indywidualny punkt widzenia

Zmieńmy na chwilę perspektywę i ze szczytów biznesu zejdźmy do poziomu jednostki. Wiele osób, które są skuteczne i odnoszą zawodowy sukces, ma swoje stałe nawyki, skonstruowane tak, aby prowadziły ich do wizji, którą wewnętrznie ustanowiły (o budowaniu nawyków wspierających naszą wizje pisaliśmy już tutaj). Robią coś w sposób powtarzalny, regularnie czytają, piszą stronę książki dziennie, ćwiczą, aby zachować zdrowie.

Anthony’emu Trollope’owi, jednemu z najważniejszych pisarzy angielskich ery wiktoriańskiej, udało się napisać czterdzieści siedem powieści i szesnaście innych książek tylko dzięki codziennym wczesnorannym sesjom pisania. Przez dwanaście lat  mieszkał w Waltham Cross w Anglii. Przez większość tego czasu był zatrudniony jako urzędnik na poczcie głównej. Każdego ranka wstawał o piątej trzydzieści i pisał z zegarkiem w ręku przez trzy godziny. W pewnym momencie nawet, udawało mu się pisać w tempie dwustu pięćdziesięciu słów na kwadrans. Dawało to ponad dziesięć stron powieści dziennie, a w rezultacie trzy powieści w trzech tomach rocznie. Choć wydaje się to z dzisiejszej perspektywy skrajnym dziwactwem, zawiodło to Trollope’a na szczyt i zapewniło mu miejsce w panteonie angielskich pisarzy do dziś.

Mój kaizen – osobisty punkt widzenia

Chciałbym podzielić się z Wami również tym, jak kaizen pomógł w moim życiu.  Kiedyś nie lubiłem zmian. Być może nie wiedziałem, jak zmiana przebiega, nie znałem jej faz i nie potrafiłem właściwie reagować w każdej z nich lub po prostu nie miałem na nie ochoty. Wolałem komfort małej stabilizacji.

Momentem zwrotnym był rok 2013. Wtedy zdecydowałem się na oświadczyny. Był to początek wielkiego dynamizmu, który trwa w moim życiu do dziś. W tym czasie zmarł też mój tata, co było dla mnie bardzo trudne. Cztery miesiące później wspaniały ślub, a niedługo potem wzruszająca wiadomość, że teraz ja będę ojcem.  Wreszcie decyzja o odejściu z pracy i budowie własnej firmy – to tylko największe ze zmian, które się pojawiły. W tamtym czasie, jak nigdy wcześniej zaakceptowałem fakt, że zmiany są częścią życia i nie trzeba się ich bać. Że to czy będą dobre czy złe zależy też od tego, co z nimi zrobię dalej i jak na nie odpowiem. Wtedy też kaizen, stał się podejściem, które zacząłem stosować nie tylko w biznesie, ale również w życiu osobistym.

Zobaczyłem, że różne obszary życia wymagają ciągłej zmiany. To co dziś jest istotne, jutro już jest nieaktualne. Świat, w którym dziś żyjemy sprawia, że to, co wydawało się słuszne przez dziesiątki lat, następnego dnia się dezaktualizuje. Dzisiejsze autorytety jutro nic nie znaczą, a życie zmusza nas, do szybkiego przystosowania, inaczej nie mamy szans.

Nasza biologia jest temu niechętna. Dała nam dwa narzędzia, które skutecznie bronią nas przed zmianami –  przekonania i nawyki. Jeśli „coś nam wejdzie w nawyk” lub stanie się „naszym przekonaniem”, zmiana jest bardzo trudna. Aby przyjmować zmiany musimy przechytrzyć naszą biologię. Dla mnie metodą, która nadaje się do tego doskonale są małe kroki (pisaliśmy o tym tutaj), jedna z podstaw kaizen.  To co z jednej strony może mnie ograniczać, mogę też wykorzystać do budowania i rozwoju.

Ciągłe doskonalenie – sposób na sukces

Jak łączą się te historie?  Ich wspólnym mianownikiem jest sukcesywne doskonalenie, w duchu kaizen, oparte na nawykach. Nawyki mają to do siebie, że działają w sposób automatyczny i nie wymagają tyle energii, co podejmowanie jednorazowych inicjatyw.  Jeden zbudowany nawyk pomaga w budowaniu kolejnych. Może być początkiem zmian, których w tym momencie nie jesteśmy w stanie zobaczyć.

Ale kaizen to nie tylko one. W tę filozofię wpisane jest pewne nienasycenie, brak poczucia osiągnięcia limitu, potrzeby parcia ciągle do przodu. Ciągłe doskonalenie zmusza, prowokuje do rozwoju i nie pozwala stać w miejscu.

Kaizen jest skuteczny, bo jest spójny z tym, jak jesteśmy skonstruowani, uwzględnia naszą biologię. Czy jesteśmy członkami zarządu, właścicielami, specjalistami, czy rozpoczynamy właśnie staż, wymaga od nas takich samych zasad.  Kaizen jest podejściem ewolucyjnym. Cały czas szukamy, tego, co możemy ulepszyć. Oddziałuje na rzeczywistość prywatną i biznesową. Sprawia, że zaczynamy rozwiązywać  problemy w sposób, który ciężko jest powtórzyć. Tworzysz unikalne rozwiązania, bo problemy, z którymi się spotykasz są unikalne.

Pomyślcie tylko, co by się stało, gdyby każdy z nas ulepszał, każdy aspekt swojego życia o 1% rocznie. W ciągu kilku lat zbudowalibyśmy pewnie miasta na Marsie, a być może latalibyśmy już poza Układ Słoneczny, ale co jeszcze ważniejsze moglibyśmy sprawić, że zarówno my jak i inni ludzie wokół nas byliby szczęśliwsi. To jest właśnie kaizen, który staram się praktykować i wdrażać.

Dodaj komentarz: